Czy aby dobra zmiana jest na pewno dobra?
Od kilku tygodni obserwuję uważnie, co się dzieje w
szkołach podstawowych po wprowadzeniu nowej podstawy programowej. Z racji
własnego zawodu szczególnie przyglądam się nauce języka obcego.
Do refleksji
skłaniają mnie także szkolenia z wdrożenia tejże podstawy dla nauczycieli
języków obcych, które prowadzę. Ze zdumieniem słucham opowieści nauczycieli, z jakimi problemami walczą na co dzień, jak dyrektorzy omijają zapisy z rozporządzeń, jak robią po staremu, bo tak jest
łatwiej, wygodniej, jak działają nie do końca zgodnie z prawem.
I zastanawiam się, gdzie ja żyję? Nie uważam, aby nowa
podstawa programowa i wszystkie ostatnie wprowadzone zmiany w oświacie były
dobre, ale dlaczego są od początku lekceważone akurat te zapisy, które mogłyby
pomóc uczniom i nauczycielom w realizacji podstawy programowej? Wpłynęłyby
pozytywnie na naukę języka obcego?
Jednym z głównych
założeń nowej podstawy programowej jest m. in. wzmocnienie edukacji językowej, a wśród najważniejszych umiejętności
komunikowanie się w językach obcych. Podkreślam w językach obcych.
Niestety uważam to za sprzeczne z tym, co się dzieje w
szkołach i z tym, jak nowa podstawa programowa traktuje język obcy, a
szczególnie ramowe plany nauczania. I
dotyczy to nie tylko ilości godzin przeznaczonych na naukę języka obcego jako pierwszego,
ale przede wszystkim w jakim wymiarze ma odbywać się nauka drugiego języka
obcego. Jak uczeń ma komunikować się w językach obcych, skoro drugi język obcy
jest nauczany dopiero od klasy VII i to w wymiarze dwóch godzin lekcyjnych
tygodniowo? To nie jest nauka tylko wstęp do nauki lub zabawa językiem.
Nie od
dziś przecież wiadomo, że im wcześniej dziecko zaczyna naukę drugiego języka obcego tym
lepiej. Szybciej chłonie nowy język, jego struktury, słownictwo, wymowę
. Drugi język
obcy został w nowej podstawie programowej zepchnięty na margines, potraktowany
po macoszemu. Z pewnością nie będzie to sprzyjać opanowaniu umiejętności
komunikacji w języku obcym.
Ponad to w obligatoryjnych warunkach realizacji podstawy
programowej zostały zapisane m. in. takie wymogi nauczania języka obcego jak odpowiednie
wyposażenie pracowni, korzystanie z TiK, korzystanie z autentycznych materiałów
źródłowych, podział na grupy o podobnych poziomach biegłości językowej. Tylko
zadaję sobie pytanie i co z tego wynika? Nic. Szkoły dalej jak nie miały
dobrego sprzętu i dostępu do szerokopasmowego Internetu, tak nie mają. W
pracowniach stoją przestarzałe komputery bez dostępu do Internetu. Ale dla
urzędnika liczy się, że jest sprzęt, liczy się sztuka.
Jak korzystać z TiK w takiej pracowni? Jak uczyć dzieci
korzystania z zasobów Internetu nie mając podstawowych narzędzi? Kolejny wymóg
nie może być spełniony. Zapis pozostanie na papierze.
Inną kwestią jest brak podziału na grupy według poziomów
biegłości językowej. Obowiązek taki jest od klasy 4 SP. I tu brawo dla
kreatywności układających plan lekcji. Podział na grupy jest i owszem, ale np.
według listy alfabetycznej, albo jeszcze lepszy na dziewczynki i chłopców. Na
pewno sprzyjać to będzie podnoszeniu i wzmacnianiu edukacji językowej, będzie
wyrównywać szanse edukacyjne, że o autonomii ucznia i nauczyciela nie wspomnę.
To tylko kilka refleksji na temat dobrej zmiany.
Cdn.

Komentarze
Prześlij komentarz